España, część II

Poniższe zdjęcia na pierwszy rzut oka pasują do Terriera jak pięść do nosa. Przyznaję, taki miszmasz zdecydowanie nie wpisuje się w mój codzienny styl. I rzeczywiście takie wnętrza nie mogłyby składać się na moje ‚zwykłe’ mieszkanie.

Ale! Istnieje pewna kategoria budynków, która rządzi się innymi prawami: domy letniskowe. Sama wprawdzie żadnego nie posiadam, ale obejrzałam już w swoim życiu tyle milionów zdjęć, że mogę bezpiecznie wysnuć taki wniosek. Nigdy nie pozwoliłabym sobie na takie połączenia w swoim mieszkaniu; po całym dniu pracy nie byłabym w stanie zrelaksować się przy takim natłoku materiałów, dodatków i stylów. Natomiast w trakcie wyjazdu – jak najbardziej.

Poniższy dom (jego właściciel to Javier Requejo, projektant wnętrz) znajduje się w Hiszpanii, ale łączy go coś z typowymi polskimi domami letniskowymi: odnoszę wrażenie, że w obu przypadkach właściciele zwożą do nich co popadnie. Podejrzewam, że sama postąpiłabym w podobny sposób – nic nie może się zmarnować, a meble, które już mi się opatrzyły, mogłyby zyskać nowe życie. W każdym razie w przeciwieństwie do naszych lokalnych daczy, w przykładzie ze zdjęć udało się osiągnąć tym nadmiarem całkiem przytulny efekt.

Podsumowując: nie wyobrażam sobie wstawania codziennie rano do pracy przy takim natłoku wrażeń, ale w trakcie weekendowego wyjazdu tak! Te kolorowe meble aż proszą, żeby przysiąść na nich z kieliszkiem w ręku, przekąsić coś z grilla i pograć w planszówkę. Patrzenie na ten dom jakimś sposobem mnie uspokaja – zabrzmi to może banalnie, ale to wnętrze po prostu mnie do siebie zaprasza ;D

Javier Requejo holiday home 1

Javier Requejo holiday home 2

Javier Requejo holiday home 3

Javier Requejo holiday home 4

Javier Requejo holiday home 5

Javier Requejo holiday home 6

Javier Requejo holiday home 7

Javier Requejo holiday home 8

Javier Requejo holiday home 9

Javier Requejo holiday home 10

via desiretoinspire.net

Podjęłam próbę znalezienia smakowitego zdjęcia hiszpańskiego deseru. Zanim znalazłam idealne, wpadło mi w oko właśnie to i nie mogę się powstrzymać od komentarza: o co chodzi z pomysłem, żeby wrzucać na blogi kulinarne zdjęcia nadgryzionego jedzenia? Rozumiem, ma być apetycznie i tym sposobem czytelnik zyskuje pewność, że da się to zjeść, ale moim zdaniem to jest po prostu obleśne. Szukam zawsze w takich przypadkach śladu szminki ;]

Deser

via themichellefactor.blogspot.com

Reklamy

2 thoughts on “España, część II

Wymerdaj komentarz ;D

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s