Tajskie słodycze przeznaczone do żucia, a nie łykania

Niniejszy wpis będzie z tak zwanej innej beczki ;]

Zdarzyło mi się już kiedyś pisać (tu i tu), na co zawsze poluję zagranicą – tamtejsze wydania Elle Decoration i gumy do żucia. Jedna z moich znajomych (wspaniała, mądra i pięknowłosa) dostarczyła mi już kilka wydań Elle z różnych krajów, więc na tym polu jestem na razie usatysfakcjonowana. Jakaż więc była moja radość, gdy inny znajomy (wspaniały, mądry i bezwłosy) przy pomocy swojej sieci kontaktów sprezentował mi tajskie gumy do żucia! Dzięks! ;]

Nie oceniałam jeszcze nigdy słodyczy na Terrierze i nie zamierzam robić tego regularnie, ale w tej chwili nie mogę się powstrzymać! Kolejność smakołyków jest losowa. Muszę tylko na wstępie ostrzec tych, którzy zdecydują się na podobny wyczyn – jeśli chcecie próbować po kolei 7 gum do żucia, zróbcie sobie gorzką herbatę do popijania i pamiętajcie o regularnych przerwach. Tajskie gumy są tak słodkie, że żałuję łakomstwa.

1) Sweet mint:

Pycha! Delikatna, lekko miętowa i przede wszystkim przypominająca smak dzieciństwa – niezapomnianą gumę Wrigley’s Spearmint.

2) Yogurt Cola:

Mój absolutny faworyt! Posmak coli nie jest nachalny – nie za kwaśny, ale wyczuwalny, tak akurat. Wprawdzie nie czuję jogurtu, ale za to daje o sobie znać cynamon. Trafione zestawienie. Żałuję jedynie, że nie potrafię przeczytać komiksów na papierkach ;D

3) Berry Pop:

Słodkość wykręca język. Niby truskawkowo-jeżynowe, ale czuję tylko cukier, cukier i cukier. Ten zestaw smakowy będę wspominać najgorzej.

4) Blueberry:

Zapach jagody bije już z opakowania – najbardziej intensywny z całej siódemki. Całość jest słodka, ale nie aż tak jak opisany powyżej Berry Pop. Uplasowałaby się całkiem wysoko, gdyby nie druga nuta smakowa – po chwili żucia robi się gorzka. I to nieprzyjemnie gorzka :/

5) Pepper mint (chociaż kolor opakowania tego nie sugeruje):

Bez szału, to po prostu mięta. Ale za to całkiem niezła mięta, nie za słodka ani nie za mocna.

6) Plum an-yong:

Ciekawa guma o smaku tajskiej śliwki. Nieco słodka, ale rekompensuje to egzotyka. Jeśli miałabym ją do czegoś porównać, to chyba do polskiej mirabelki. A owoc wygląda tak:

via tropicalplantbook.com

7) Tropical fruit:

Tak dla odmiany – słooodka. Ale przez cukier przebija się ciekawy smak. Różni się od naszego tradycyjnego tropikalnego zestawienia – czuję marakuję i sama nie wiem, co jeszcze ;D

Czekam na efekty uboczne pochłonięcia tony cukru w kilka minut.

A tymczasem deser, coś nowego na Terrierze – film. Emmy to Japonka, która z zamiłowania próbuje słodycze z różnych krajów. W tym odcinku dostała paczkę z Polski i testuje między innymi draże, śliwki w czekoladzie i sezamki. Nie jestem fanką trwonienia czasu na oglądanie różnych dziwnych filmików, ale Emmy jest bardzo przyjemna w odbiorze.

A tu przyrządza polskie szyszki z roztopionych krówek. Zjadłabym sobie taką ;]

Reklamy

3 thoughts on “Tajskie słodycze przeznaczone do żucia, a nie łykania

Wymerdaj komentarz ;D

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s